-No wiesz, kiedy miałam 16 lat zmieniłam szkołę. Nowe miejsce, ludzie, otoczenie... nie mogłam się odnaleźć. Po pewnym czasie spotkałam chłopaka. Wydawał się idealny. Wciągnął mnie w to wszystko. Razem ze swoimi przyjaciółmi. Potem chodziliśmy do klubów, barów, knajp. Nie wracałam na noc. Czasami zostawałam u niego, czasami po prostu nie umiałam wrócić do domu, zresztą jak wszyscy. Rodzice się na mnie darli, mówili że wyślą mnie do poprawczaka. W sumie tak zrobili, ale tam stwierdzili że jest za dużo osób, i przyjmowali tych naprawdę groźnych. Wyrzucili mnie. Gdyby nie ciocia wylądowałabym na ulicy. Wszystko było ok, ale po pół roku rodzice kazali jej mnie oddać, bo nie jestem jej dzieckiem. Wróciłam do domu. U ciotki starałam się zachowywać normalnie... spokojnie. I się udawało, ale kiedy wróciłam do rodziców... ciągłe kłótnie, sprzeczki... przemoc. Zaczęłam wracać do nałogu. W końcu po 18 wyrzucili mnie. Wtedy starałam się znaleźć takie "moje miejsce". Ale nie umiałam. Kiedy znalazłam Dakarę... małą, wychudzoną, brudną na targu koni wiedziałam że muszę ją uratować. Znalazłam waszą stadninę, i tak zaczęłam moją przygodę z końmi. W sumie tylko w ich towarzystwie czułam że mam jeszcze po co żyć. A teraz poznałam jeszcze Ciebie... jedyną osobę która chce mi pomóc...
<Sam?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz