Szybko strzepnęłam z siebie siano i wstałam. Nie mogłam zostawić koni na zewnątrz. Odłożyłam widły i biegiem wypadłam na dwór. Na mój tatuaż spadła kropelka wody. Z ponurą miną spojrzałam w górę, żeby po chwili zobaczyć deszczowe chmury. Z głośnym westchnieniem pobiegłam do siodlarni, żeby zabrać uwiąz.
-Lucy! Przyprowadź konie do boksów. - Poprosiła Sam też chwytająca uwiąz.
-Właśnie to miałam zamiar zrobić. -Odpowiedziałam.
-Uf...! To dobrze. - Przyznała z lekkim uśmiechem. - Ale teraz już idź. - Dodała i uśmiechnęła się blado. Posłałam jej spojrzenie typu ''Przecież wiesz, że nic się nie stanie.'', na co Sam zaśmiała się i wzruszyła ramionami. Można by było powiedzieć, że stworzyłyśmy nowy język migowy.
Zaczęłam iść szybkim krokiem do koni. Pierw przyprowadziłam do boksów Sawę, Nimfę i Brzoskwinkę, później resztę koni. Po drodze zobaczyłam jeszcze Patrycję, która też najwyraźniej odprowadzała konie. Uśmiechnęłam się lekko do dziewczyn gdy ją omijałam, a ta to odwzajemniła. Już po połowie godziny na dworze padał deszcze, ale na szczęście wszystkie konie były w boksach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz