Poszłam do Peachy Woman. Założyłam za nią czaprak. Był śliczny, a poza tym żółty idealnie pasuje do jej umaszczenia. Zarzuciłam czarne, skokowe siodło. Przy podpinaniu popręgu Brzoskwinka się denerwowała. Nie dziwię się jej, to w końcu niezbyt fajnie mieć pod brzuchem uciskający pas. Pod koniec założyłam ogłowie. Peachy chętnie wzięła wędzidło do pyska. Na końcu na głowie Brzoskwinki wylądowały nauszniki. Zdjęłam wodze z szyi Peachy Woman i wyprowadziłam ją ze stajni. Tam zobaczyłam machającą mi Patrycję. Zauważyłam, że Pati ma podwinięte spodnie. Na jej nodze widoczna była czerwona rana. Podeszłam do niej i zapytałam co się stało.
-Ech, dzisiaj otarłam sobie kolano. Nic wielkiego-odpowiedziała Patrycja.
-Napewno?-zapytałam z niedowierzaniem.
-Tak.-otrzymałam odpowiedź.
-W takim razie podejdź do mnie-powiedziałam cofając się o kilka kroków.
Gdy Pati usiłowała wstać,zobaczyłam, że sprawia jej to wielki ból.
-W takim razie poczekaj tu-poleciłam i poszłam do stajni rozsiodłać Peachy. Gdy wróciłam usiadłam obok Patrycji.
-Może podwieźć cię gdzieś?-zapytałam wskazując na czarnego Forda czekającego przed stajnią.
<Patrycja??>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz