wtorek, 28 czerwca 2016

Od Samanty Do Louisa

Po przygotowaniu Hikari do jazdy udałyśmy się na plac. Po podciągnięciu popręgu i ustawieniu strzemion w jej wypadku na oczko numer 7. Wsiadłam i zaczęłam stęp. Klacz nieźle się leniła, że już w stępie musiała używać częściej łydki. Kiedy zaczął się żwawszy stęp wiedziałam, że ta jazda będzie udana. Po około dziesięciu minutach stępu zaczął się kłus. Klacz ma kłus miękki i równomierny. Łatwo wymierzała kroki między belami. Gdy podjeżdżałam aby zmienić kierunek, ta się zbuntowała i odbiła w drugą stronę. Postanowiłam zadziałać. Mocniejsza łydka oraz skręt wodzami. Upur. Pomimo tego klacz nadal w drugą stronę. Męczyłam się tak z pięć minut. Potem klacz postanowiła zrobić to co ja chcę. Dobra koniec kłusa czas na to co najlepsze galop. Głęboki siad w siodle łydka. Hik pędziła jak strzała.
-Ślicznie. - powiedziałam do niej.
Zrobiłam kilka kółek. Pół wolta trzy kółka i kłus, stęp. Dałam chwilę odpocząć klaczy. Bo będziemy teraz skakać.
-Dasz radę? - spytałam klacz.
Dziś miałam zamiar skakać coś łatwego. 90cm i 50cm.
Znów popędziłam ją w kłus, w galop. Kółko i najazd na stacjonatę. Już byłam metr przed przeszkodą. Czułam jak się wybijam i nagle.... Koń ustał a ja przeleciałam przez przeszkodę. A w mojej myśli ~Kurna czemu?! Miało być tak pięknie~. Tylko szkoda, że bez konia.
Gdy wstałam zobaczyłam jakiegoś chłopaka zbliżającego się do ogrodzenia placu.
-Nic Ci nie jest?! - spytał
-Nie jest Okay!
Wsiadłam znów na grzbiet klaczy i tym razem nie dam się zrobić w konia. Galop i najazd na przeszkodę. Koń się wybił ja w półprzysiadzie i sukces! Galopowałam na tyle wolni, aby poklepać konia po szyi w celu gratulacji.
-Ślicznie.
Poskakałam jeszcze kilka razy. Rozstępowałam konia i wybrałam się w stronę stajni.
-Cześć. - przywitałam chłopaka, który szedł przede mną.


<Louis??>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy