Dzisiaj od razu z rana pognałam do stajni. Nie miałam jakoś na nic innego ochoty. No cóż... Miałam na coś ochotę. Na jazdę z Sawą w terenie.
Właśnie szłam przy pastwiskach. Konie wesoło rżały gdy mnie zobaczyły. Pewnie nie miały towarzystwa od kilku dni. Uśmiechnęłam się gdy zobaczyłam Sawę.
-Cześć kochana! Masz ochotę na przejażdżkę? - Spytałam, a na to klacz odpowiedziała rżeniem. - Uznam to, za tak. - Powiedziałam głaszcząc klacz.
Nagle podszedł do mnie jakiś chłopak.
-Cześć. Jestem Louis, a ty? - Przedstawił się.
-Jestem, Lucy, ale zazwyczaj wszyscy nazywają mnie Luka. - Też się przedstawiłam.
-To chyba Sawa... - Mruknął i pogłaskał kobyłę.
-Tak, a właśnie! Miałam na niej jechać w teren. Muszę iść, pa! - Zawołałam na pożegnanie, odwróciłam się w stronę siodlarni i zaczęłam iść w tamtą stronę, jednak chłopak mnie dogonił.
-A może przejadę się z tobą? Też właśnie chciałam się przejechać. - Powiedział.
-Czemu nie. - Odparłam nie pewnie i razem z Louisem zaczęliśmy szykować konie. Zanim się obejrzałam już na nich siedzieliśmy gotowi wyjeżdżać.
<Louis?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz