Szybko wstałam z łóżka. Chwilkę patrzyłam przez okno: Słońce świeci, ptaszki ćwierkają, ale chmury najwyraźniej tylko czekają na deszcz. Westchnęłam, trzeba było się śpieszyć. Przebrałam się w dresy i wygodną białą bluzkę. Chwyciłam jeszcze bluzę i cienką kurtkę przeciwdeszczową (gdyby zaczęło padać). Zastanawiałam się czy coś jeszcze zabrać, i w końcu zdecydowałam się na komplet ubrań do jazdy. Toczek, buty i inne dodatki włożyłam do torby, co dziwne z tyloma rzeczami jeszcze się nie rozwaliła. Powoli zeszłam na dół i podeszłam do pułki.Wyciągnęłam z niej karmę dla kotów i nałożyłam do miski. Od razu podbiegła do mnie Black i zaczęła ją jeść. Pogłaskałam delikatnie kocicę i wsypałam do drugiej miski karmę dla psów. Zaczęłam czekać, aż Ash zje, bo chciałam ją zabrać na spacer.
Gdy sunia skończyła przypięłam jej do obroży niebieską smycz i potem ubrałam trampki. Wyszłam na dwór i zakluczyłam drzwi. Zaczęłam iść przez wieś. Po drodze tylko wstąpiłam do sklepu kupić rogala, a dalsza droga przeszła szybko. No... Nie wspominając o miejscach na potrzeby Ash. Po kilku minutach byłam w stajni. Wczoraj Samanta mówiła mi, że mam wyczyścić tylko boks Sawy. Nawet dobrze. Wszystko poszło szybko i sprawnie, jedyne co było męczące to wytrwanie w tych wszystkich dźwiękach. Gdy tylko skończyłam zaczęłam szukać kolejnej pracy...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz